Smok mojego taty – a Wasz must have!

1653139077501-01

Ależ to jest książka! Mimo, że powstała wiele lat temu, dokładnie w 1948 roku, nie straciła na aktualności. Przeciwnie. Wydaje mi się, że w obecnych czasach jest może nawet bardziej aktualna niż kiedykolwiek wcześniej. Traktuje i o tych, którzy potrzebują ratunku i o tych, którzy ten ratunek chcą nieść. I niosą. O symbiozie, jaka się między nimi tworzy i wielkiej mądrości, która często wystarczy, by dokonać rzeczy z pozoru niemożliwych.
Ta książka to 'Smok mojego taty’ wydana przez Wydawnictwo Skład Papieru. Autorką tekstu jest Ruth Stiles Gannett, a monochromatyczne ilustracje przygotowała jej macocha Ruth Chrisman Gannett. Dodatkowo to wydanie, które jest wydaniem specjalnym zostało wzbogacone o piękne, kolorowe obrazy autorstwa Heleny Pérez Garcii. Przekład yo zasługa Adama Pluszki.
I od wydania chciałam zacząć, bo jest naprawdę przepiękne. Mamy tu spory format, wyjątkowe zdobienia w postaci mieniących się w świetle liści i wizerunków zwierząt przy grzbiecie oraz srebrzenia liter tworzących tytuł. Dodajmy do tego jeszcze twardą oprawę i mamy książkę, którą warto mieć chociażby że względu na szlachetność wydania. Ale to nie wszystko. Warto ją mieć również przez wzgląd na historię którą opisuje i ilustracje. Świetnie uzupełniają się tu te pierwotne, archiwalne obrazy i współczesne wariacje na temat całej historii.
No właśnie. Historia. Jest wyjątkowa i bardzo mądra. Poznajemy narratora, który opowiada nam historię niezwykłej podróży swojego taty, Elmera Elevatora. Pewnego dnia poznaje on kotkę i wcale nie dziwi go, że ta potrafi mówić. Zaprzyjaźniają się i staruszka opowiada mu historię pewnego smoka, którego na Dzikiej Wyspie przetrzymują w niewoli inne zwierzęta. Postanawia mu pomóc. Zabiera ze sobą plecak ze zbieraniną pozornie niepotrzebnych i zupełnie przypadkowych rzeczy, jak: guma do życia, lizaki czy grzebień. Dostaje się na statek, gdzie chowa się w worku. Wzięty za… Kolby kukurydzy dopływa na wyspę i tu zaczyna się jego, pełna niebezpieczeństw, podróż. Czy uda mu się uratować smoka? I dlaczego zapakował takie a nie inne przedmioty? Sprawdźcie. Naprawdę warto.
To książka, którą mój starszy syn nazwał fascynującą. Ale też zauważył podobieństwo między złymi, niebezpiecznymi zwierzętami z wyspy, a nami, ludźmi. A w smoku odnalazł tych wszystkich, których ktoś chce wykorzystać do własnych celów odbierając im wolność. Długo po lekturze rozmawialiśmy i na wiele spraw spojrzałam jego oczami. Nie wpadłabym na przykład na to, żeby w smoku zobaczyć dzieci z jego przedszkola, które są gnębione przez jednego z chłopców z grupy. W książce smokowi wykręcano skrzydła, w przedszkolu dzieci przezywa jeden taki chłopiec podobny w zachowaniu do goryla z opowieści. Potrafi też uderzyć… Syn powiedział, że zaniesie mu książkę 'Smok mojego taty’ by ten przeczytał ją z rodzicami. Kto wie, może coś zrozumie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.