Pewne siebie dziecko – jak mu pomóc

1663075243352-01

Wiecie jakiej cechy mi brakuje? Pewności siebie. Wielu trudno w to uwierzyć – no bo jak to? Dziennikarka i nie do końca przebojowa, nieśmiała i z pewnością siebie na bakier? Ano tak, to możliwe. Ja tak mam 😁 owszem, kiedy jestem na jakimś temacie z pracy, to ta przebojowość się pojawia. Pewność siebie też – przynajmniej w jakimś tam stopniu. Ale później zdarza mi się odchorować takie spięcie na 100 procent, by dobrze wypaść. Nie chcę by moje dzieci miały podobnie. Chcę by pewności siebie im nie brakowało. I by nie musieli się spinać – tylko, by przychodziło im to wszystko naturalnie.
Z pomocą we wprowadzaniu mojego planu w życie przyszła mi książka 'Jak bez napięć wychować pewne siebie dziecko’ od Wydawnictwa Muza. Autorką jest Michaeleen Doucleff, a przekład przygotowała Anna Czajkowska.
To poradnik – i tego nie da się ukryć. Ale poradnik, który nic nie narzuca, jedynie sugeruje.poradnik, który odwołuje się do różnych historii, pokazuje różne punkty widzenia. Odwołuje się też do tego, jak wychowywali dzieci nasi przodkowie. I powiem Wam, że sporo tu zaskoczeń.
Autorka podpowiada jak motywować dzieci i dlaczego niekoniecznie pochwałami. Pokazuje jak ważne jest to, by być razem. Ale tak naprawdę – bez rozpraszaczy i terminów wiszących nad głową. Jest cudowny rozdział o tym, jak mniej złościć się dla dzieci. Był dla mnie jak olśnienie – a ostatnio takich właśnie olśnień mi brakowało. Podobnie jak cierpliwości. Ale daje też wskazówki jak pomóc dziecku wyjść poza emocje. Nie jest to łatwe, ja sama ciągle się tego uczę. Ale jestem z siebie dumna, że podjęłam trud. Jestem dumna, że zaczęłam ufać poradnikiem. Chociaż nie, to złe słowo, bo ufam najbardziej intuicji i wcześniejszym doświadczeniom. Ta książka sprawiła, że zaczęłam pokładać nadzieję w tym, że ktoś jest mi w stanie pomóc. Zdjęło mi to ogromny ciężar z barków, bo w kwestii wychowania jestem raczej team 'ja sama’ – sama najlepiej zrobię, wychowam, pomogę. A teraz wiem, że nie zrobię wszystkiego sama. Nie poradzę sobie ze wszystkim. I zrozumiałam, że to nie jest nic złego.
Dzięki tej książce dowiedziałam się tego, że wychowywać można na luzie, z szacunkiem do dziecka, powoli i na spokojnie. Poznałam też sposoby, których pewnie nigdy indziej bym nie poznała. No bo raczej nie spotkam ani Majów, ani plemienia Hadza, ani Inuitów. A to właśnie na ich doświadczeniach opiera się autorka. To w końcu właśnie tam, gdzie żyją te ludy, dzieci są jakieś bardziej radosne, mniej obciążone. A depresja dziecięca jest tam raczej zupełnie nieznana. A rodzice z dziećmi współpracują, zamiast walczyć o to, kto ma rację.
Książkę polecamy, jej premiera niebawem, bo już 21 września. A tą recenzją zaczynam nowy rozdział, nowy cykl w moim pisaniu – #dziecioczytaniedladorosłych
Co jakiś czas będę wrzucać książki dla Was. Takie, które pomogą zrozumieć dzieci i samego siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *