O pewnej Ogrzycy, samotności i potrzebie akceptacji

1667540904261-01

’Książki. To zabawna rzecz. Zawarta na ich stronach wiedza i myśli mają własną wagę, pęd i siłę ciążenia. Posiadają własny rozum. W książce kryje się moc potężniejszą nawet niż ta, którą włada smok’.
Czasem są takie książki, które nie potrzebują ilustracji, by pobudzić wyobraźnię. Pobudzają ją bowiem słowem i myślą. To jest taka właśnie książka. Książka której baśniowość bardzo do mnie przemawia. W której można się zanurzyć na długie godziny. I z której nie do końca chce się wychodzić. Szczególnie do takich okoliczności przyrody jak mamy za oknem.
To 'Ogrzyca i dzieci’ Kelly Barnhill (w tłumaczeniu Łukasza Małeckiego) od Wydawnictwa Literackiego.
Najpierw spłonęła Biblioteka. Później Szkoła. A na mieszkańców Wdoligłaźna padł blady strach. Nic dziwnego. To niegdyś urokliwe miasteczko teraz popadało w ruinę. Płonęły kolejno domy i sklepy. A później? Przyszedł czas na drzewa – owocowe i kwitnące. A wraz z tym jak upadły, zniknął cień. Wtedy Wdoligłaźno wciąż lśniło palącą bielą słońca. Ludzie musieli muzyce oczy, co sprawiało, że wciąż mieli twarze wykrzywione w grymasie złości i niezadowolenia. Całe miasteczko stało się zasępione. Po dawnej urokliwości nie został nawet ślad. Ludzie pochowali się w domach, a ulice opustoszały. Przywiodło mi to na myśl wydarzenia, jakich niedawno sami doświadczaliśmy na początku pandemii.
Ale, wracając do Wdoligłaźna. Był ktoś, komu pożar Biblioteki okazał się… Na rękę. Burmistrz. Ten, który postanowił zaradzić sytuacji. Zrobić porządek. Ten, na którego wszyscy liczyli. Czy słusznie?
I tutaj pojawia się Ogrzyca, która przybyła do miasteczka niedługo po pierwszym pożarze. Natknęła się na zapuszczoną farmę na obrzeżach i postanowiła na niej zamieszkać. Wykopała sobie jamę i zaczęła powoli, własnymi rękami budować krzywy dom. Kto wie, być może właśnie to właśnie miał być jej wymarzony dom? Ten, którego tak pragnęła. Na samym początku zaprzyjaźniła się z wronami. A później? Później było jeszcze ciekawiej.
Otóż jedna z sierot z pobliskiego Sierocińca zaginęła. Tak, dobrze myślicie. Podejrzenia, podsycane przez Burmistrza, padły na Ogrzycę. Czy słusznie? Dzieci z owego Sierocińca postanowiły to sprawdzić… A przy okazji przywrócić miasteczku jego dawną świetność.
Zachwyca mnie tu wszystko. Ogrzyca, która mimo swojej aparycji jest piękna wewnętrznie. Która piecze placki, chleby, ciasta i ciasteczka. Która pomaga potrzebującym. I której dobre serce jest wyjątkowe. Zachwyca mnie jak pięknie opisana jest tu życzliwość. Jako coś prostego i leżącego w naturze każdego z nas. Szkoda tylko, że z tą naturą zdarza nam się walczyć. Że egoizm często wygrywa. I, że mrok bardziej wciąga niż światło…
Zachwyca mnie to, jak autorka ukazała samotność. Jak uświadomiła jej istnienie. Jak pokazała ją w ten sposób, że nie tylko się o niej czyta. Że można ją poczuć. Podobnie jak potrzebę akceptacji i przynależności. Które w każdym z nas są ogromne, bo tak nas stworzono. Do życia razem, nie w pojedynkę.
Zachwyca bezinteresowność Ogrzycy. Bardzo chciałabym ją poznać i przytulić. Chciałabym by była prawdziwa.
Zachwyca też to, że są miejsca takie jak Sierociniec. Przepełnione dobrem, życzliwością i miłością. Prowadzone przez mądrych, świadomych opiekunów. I posiadające coś, co udało się ocalić z płonącej Biblioteki – książki… Czy to wszystko wystarczy by poznać prawdę? I dotrzeć do odpowiedzi? Polecam sprawdzić. Tylko uważajcie. To powieść w której naprawdę można przepaść. Bez reszty.
Ps. Historia o smoku w ciele antylopy i tym, jakie pociągnęło to za sobą skutki, zostanie ze mną na długo. Jeśli chcecie ją poznać, koniecznie musicie zajrzeć do książki.
Współpraca z Wydawnictwem Literackim.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *