O koniach i nie tylko

1665421885375-01

Mój starszak jest alergikiem. Już Wam o tym kiedyś pisałam. Niedawno powtarzaliśmy testy i wśród nowych alergenów znalazło.sie też włosie konia 😟 bolejemy nad tym oboje, bo on syn bardzo lubi konie, jazda na nich też mu się podobała. Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. A mamy na szczęście i figurki koni, i filmy z nimi w roli głównej, i książki. Ostatnio do tej ostatniej kategorii dołączył nowy tytuł – 'Nadia i kuce z leśnej stadniny’ Barbary Wicher z ilustracjami Łukasza Silskiego. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Skarpa Warszawska.
Zacznę od firmy wydania. Książeczka jest malutka, co akurat uważam za plus. Dzięki temu mieści się nawet w małych plecakach moich synów i można ją zabrać ze sobą wszędzie. Ma twardą oprawę i śliskie strony w środku. Jedynie do tego mogłabym się przyczepić, bo o ile ilustracje wyglądają na takim papierze naprawdę dobrze, to tekst momentami trudno się czyta. Szczególnie wieczorem, przy sztucznym świetle. Mamy momentami lekkie bliki, co trochę utrudnia, ale to naprawdę jedynie malutki szczegół. W tekst wplecione są ciekawostki i wyjaśnienia trudniejszych terminów, które pojawiają się w treści opowieści. Fajny zabieg, dobrze się tu sprawdził.
No dobrze, a jeśli chodzi o samą opowieść, to jest naprawdę ciekawa i sympatyczna. Poznajemy Nadię – dziewczynkę, która marzy o tym, żeby nauczyć się jazdy konnej. Rodzice obiecali jej, że zapiszą ją do szkoły jeździeckiej, kiedy tylko dziewczynka skończy 6 lat. Dlatego pewnie nikogo nie zdziwi, że Nadia urodzin wyczekiwała jak mało czego. A kiedy nadeszły, a dziewczynka w końcu dosiadła swojego wymarzonego kuca – zaczęła się jedna z najlepszych przygód w jej życiu. W której to my, czytelnicy, mogliśmy uczestniczyć.
To nie tylko książka o spełnianiu marzeń. To też rzecz o pasji, poczuciu odpowiedzialności i przyjaźni – między człowiekiem i zwierzęciem. Ale pojawia się tu też element współzawodnictwa i wyśmiewania się ze słabszych. To świetny zaczątek do rozmowy z dzieckiem – nie tylko w kontekście książki, ale też życia. Niejeden przedszkolak pewnie spotkał się z nieprzyjemnymi sytuacjami ze strony rówieśników – skierowanymi bezpośrednio lub pośrednio do niego. Fajnie, że jest to tutaj wspomniane, nawet w marginalnej formie. Plus też za to, jak autorką ukazuje pasję – jest to bowiem nie tylko zryw i impuls, ale też ciężka praca – nad sobą, ze sobą i z innymi. Szczególnie jeśli pasją tą jest jakiś sport, który wymaga współdziałania z innymi.
Na końcu znajdziemy też ilustracje i nazwy niektórych ras koni i kucyków. My na przykład zakochaliśmy się w koniu islandzkim – jest przepiękny i dobrze mu z pyska patrzy 😁 Współpraca barterowa z autorką. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *