Mama się złości. I wiecie co? Ma do tego prawo!

1651778281704-01

– Mamo kocham cię – tak brzmiały pierwsze słowa mojego starszaka po przeczytaniu tejże książki. – Kocham i wiem, że możesz się złościć. I cię wtedy nie lubię, bo i siebie nie lubię jak się złoszczę. Ale wiem, że czasem się nie da inaczej. A najważniejsze jest to, że się potrafi po wszystkim powiedzieć przepraszam.
Tak. To ważne. Kluczowe nawet rzekłabym. Podobnie jak kluczowym jest danie sobie przyzwolenia na złość. Na to by mieć gorszy dzień, tydzień, a nawet miesiąc. Kluczowe jest zaprzyjaźnienie się ze swoją złością. Ogarnięcie jej. Przytulenie i zrozumienie, że jest częścią nas. I, że wszystko jest okej, póki nikogo nie rani. A jeśli już zrani – przychodzi wspomniane przepraszam, pod rękę z przyznaniem się do winy. A to ciężkie – tak się nauczyć przyznawania do winy. Ale równocześnie bardzo potrzebne.
Bohaterkami książki są mama i Tina. Jedna sytuacja sprawia, że mama musi odłożyć w czasie wyjście na plac zabaw z córką, co wywołuje smutek dziewczynki, która chciałaby teraz, zaraz. Niezrozumienie w tak prostej kwestii prowadzi do tego, że mama krzyczy na córkę. I już po chwili tego żałuje. Co zrobi? Jak wybranie z sytuacji? I czy jest w ogóle jakieś dobre wyjście z tej sytuacji?
Matki od początku macierzyństwa mają wmawiane, że to dziecko liczy się najbardziej. Że tylko ono jest ważne. Bo jest. Ale mama liczy się równie mocno. I musi to zrozumieć nie tyle społeczeństwo, co też (a może przede wszystkim) same mamy.
I okej, zmienia się to ostatnimi czasy. Nawet bardzo. Ale wciąż jest dużo do zrobienia. Do przepracowania. Dlatego książki jak ta są na wagę złota. Mówię o pozycji 'Mama się złości’ Katarzyny Mikulskiej bardziej znanej jako Wielokropki, która specjalnie żeby ją wydać… Założyła wydawnictwo. I chwała jej za to! Bo coś czuję, że jeszcze zakręci światem nie tylko mam (w przygotowaniu książka o tatusiach w życiu dzieci!). Ilustracje zaś przygotowała Wiktoria Garbacz.
To książka o złości, a jednak bliskościowa. Książka, która wyrosła z życia – autorka sama nakrzyczała kiedyś na swoją córkę a później… Napisała książkę, którą teraz trzymam przed sobą. Książkę na pierwszy rzut oka nieco cukierkową, moja koleżanka po zobaczeniu okładki stwierdziła nawet, że przesłodzoną. Jednak gdy zajrzymy do środka, rysuje nam się obraz życia. Takiego prawdziwego, jakie mam w domu i ja i ty, ona i ona jeszcze też. Życia z papierami na podłodze, wiecznie za krótkim snem i zbyt głównym i natarczywym budzikiem. Życia z siedzeniem do późna w pracy (nawet, a może szczególnie wtedy kiedy pracuje się z domu), niepozmywanymi naczyniami w zlewie czy dzieckiem, które potrafi zrobić awanturę z powodu nie tego kubka co trzeba. Brzmi znajomo? Jeśli o mnie chodzi to w stu procentach znajomo.
Mój syn też co chwila mówił: 'mamo to tak jak u nas, śpisz zawsze jeszcze jak my juz wstaniemy’, 'mamo ty też przecież piszesz po nocach’, 'mamo krzyczysz czasem, ale ja wiem, rozumiem, chociaż tego nie lubię’…
To książka, która nas rozgrzesza. A przy tym nie pochwala tego typu zachowań, nie gloryfikuje ich. Ale też nie robi wyrzutów tym wszystkim mamom, którym zdarza się podnieść głos. Nie obarcza ich winą. Nie sprawia, że czują się źle, że myślą o sobie w kategorii 'zła matka’. Bo oprócz bycia matką, mamą, mamusią, każda z nas jest też… Człowiekiem. Człowiekiem z ograniczonymi zasobami. Człowiekiem, który oprócz dzieci ma też pracę, pasję, marzenia. Który oddałby pewnie wszystko, by jego dziecko miało wszystko. Ale czasem chciałby się zachować jak kuoka rzucająca własnym dzieckiem w drapieżnika by przetrwać 😉😁 czasem chciałby krzyknąć i nie mieć wyrzutów sumienia.
I na koniec jeszcze coś, czym zaskoczył mnie syn po przeczytaniu książki. Usiadł, popatrzył mi prosto w oczy i powiedział:
– Mamo, następnym razem jak będziesz chciała krzyknąć na nas, to krzyknijmy razem. Wtedy może ten nasz krzyk przerodzi się w śmiech. Bo będziemy trochę głupkowato wyglądać tak stojąc i krzycząc na środku pokoju…
No fakt, głupio. Ale też będziemy krzyczeć razem. I będzie to krzyk, który oczyści nam pole i pomoże oswoić złość. Bo każdy powinien znaleźć na nią swój sposób. Przeczytanie tej książki jest na pewno jednym z takich sposobów. Bo pomaga dostrzec to, co na pierwszy rzut oka umyka, schowane za naszym krzykiem.
Polecam z serca. Kasiu, chylę czoła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.