Macocha, którą pokochacie

1664630330054-01

Mam dla Was książkę, która jest piękna. Mądra, przemyślana i bardzo potrzebna – szczególnie w patchworkowych rodzinach. Ale nie tylko. Również w tych tradycyjnych, gdzie dzieci chcą wiedzieć, jak to jest u innych. I dlaczego macocha wcale nie musi być straszna. Co więcej, wcale straszna nie jest – odwrotnie niż w baśniach.
Książka ta to '(Nie)zwykła macocha’ Kasi Huzar-Czub z ilustracjami Darii Solak wydana wraz z Super Inclusive Society.
Pierwsze co przyciąga tu wzrok to ilustracje. I… Plastry na okładce. To właśnie nimi macocha jest wklejona w rodzinę. I mimo, że je widać, to trzymają wszystko w kupie. I mam wrażenie, że z czasem zbledną i nie będzie ich widać w ogóle. Ale klej nie puści. Przeciwnie – będzie wciąż silnie trzymał wszystko i wszystkich razem.
Bohaterką i narratorką jest Pola. Dziewczynka ma 8 lat, brata Julka i tatę, który od jakiegoś czasu ma nową partnerkę, Ewę. Ta wydaje się dziewczynce sympatyczna, ale czy aby na pewno? Czy to nie jest tylko gra pozorów? Czy nie kręci jak inne macochy? Szczególnie te ze 'Złotej Księgi Baśni’ do której często myślami wraca Pola.
Życie okazuje się mniej straszne niż literacką fikcja. Zamiast złowieszczego czarnego kota jest… Czarna kotka. Która zupełnie złowieszcza nie jest. Przeciwnie – ma na imię Nataszka i jest przesłodka.
A jabłka? Wiadomo, że jak od macochy dane, to na pewno zatrute! Chociaż chwila… W tej opowieści truć mogłaby jedynie Pola. I to wcale nie specjalnie, a raczej z powodu swojego roztargnienia i zapominalstwa. Jak tak spojrzeć głębiej, to ta Ewa wcale nie jest taka zła. Jest fajna. I ciepła. Miła. I na modzie się zna. I kocie oko potrafi wymalować na powiece. I jest prawie jak druga mama. To szczęście mieć kogoś takiego obok siebie, na wyciągnięcie ręki…
Ta książka jest cudowna. Aż żal, że taka krótka, że tak mało tych rodzinnych historii się tutaj rozegrało. Chcę więcej i mam nadzieję, że kiedyś jeszcze drogi moje, Poli, Ewy i całej reszty się spotkają.
Co jest tu cudownego? Swojskość. Bliskość. Codzienność, bez lukrowania. Małe gesty, delikatne słowa i wzajemne, nieco nieśmiałe poznawanie się. By razem stworzyć coś, co można nazwać domem. Takim, do którego chce się wracać. Jak do tego, który tworzą dorośli, będący trochę życiowymi rozbitkami. I dzieci – które dają szansę. Szczególnie tej miłej i uśmiechniętej, dobrej, (nie)zwykłej macosze. Macosi. Pełnej tylko tych dobrych czarów. Polecamy bardzo!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *