Jaszczurunia – wzrusza, bawi i zadziwia

IMG_20220419_100130

Autorka 'Jaszczuruni’, Marta Guśniowska, wczoraj miała urodziny! Sto lat i miliona opowieści takich jak ta! Stąd dzisiejsza recenzja jest jeszcze bardziej wyjątkowa. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Wilga, a ilustracje przygotowała Jola Richter-Magnuszewska.
To książka niezwykła. Mądra, ważna i potrzebna. Taka, która porusza tematy trudne w zaskakująco lekki sposób. Na samym początku poznajemy Juniora. To krokodyl, który jednak żyje w przeświadczeniu, że jest kaczką, jak jego rodzice. Zaraz – jak to możliwe? Ano tak, że pan i pani Kaczka bardzo się kochali i byli szczęśliwi. Do pełni tego stanu brakowało im tylko dziecka. Ale niestety nie mogli mieć swojego. Dlatego udali się do Domu Jajka prowadzonego przez panią Kukułkę i postanowili adoptować jajo. Padło na takie niepozorne, leżące w kąciku. Jedno spojrzenie wystarczyło by zadecydowali, że właśnie te chcą. Żadne inne. Kiedy w końcu skorupka zaczęła pękać okazało się, że w środku jest krokodylek! Zwany od tej pory Juniorem. Żyli sobie spokojnie, aż pewnego dnia syn Kaczek dowiedział się, że został adoptowany. Postanowił więc poszukać prawdziwych rodziców. Udał się do Domu Jajka po wskazówki, jak ich znaleźć.
Zamiast nich, znalazł tam Jaszczurunię z nieodłącznym pluszowym jednorożcem. Jaszczurunię, która była słodka, dobra i miała jedno marzenie – zobaczyć prawdziwego jednorożca. Bo w nie wierzyła, na przekór wszystkim, którzy twierdzili, że one nie istnieją.
Jaszczurunia i Junior ruszyli dalej razem – ku spełnianiu marzeń, każde z nich innych, swoich. Czy im się uda? Czy Junior odnajdzie rodzinę? A Jaszczurunia? Czy ujrzy tego o którego ujrzeniu marzy? Sprawdźcie koniecznie, bo warto.
Autorka sprytnie operuje słowem, a w pozornym zagmatwaniu historii ukrywa to co najważniejsze – miłość, przyjaźń, pęd ku spełnianiu marzeń i jedną, bardzo ważną prawdę – że czasem to, czego szukamy daleko jest bardzo blisko. Tuż na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko to dostrzec. I jeszcze walczyć o nasze marzenia. Bo one się spełniają. Wystarczy tylko w to uwierzyć. Warto!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.