Dziewczynka, która nie lubiła swojego imienia

1649349301473-01
Zakochałam się w tej książce. W jej liryce, w jej narracji i w obrazach, które słowami rysuje nam tak, że odciskają się w duszy i już w niej zostają.
Zakochałam się w ilustracjach, minimalistycznych do bólu, używających bardzo ograniczonej gamy barw i przemawiających niedomówieniem.
W końcu zakochałam się w bohaterce, która tak przypomina mi mnie samą z czasów, kiedy też nie przepadałam za swoim imieniem. I kiedy przesiadywałam pomiędzy bibliotecznymi półkami, zamiast bawić się z koleżankami.
Ta książka to 'Dziewczynka, która nie lubiła swojego imienia’ Elif Shafak w przekładzie Agnieszki Aysen Kaim z ilustracjami Aleksandry Urbańskiej-Ziemek. Ukazała się nakładem Wydawnictwa Zyg Zaki.
Kiedy tylko zobaczyłam ten tytuł od razu pomyślałam cóż to za okropne imię, którego tak nie lubi bohaterka. Otóż rodzice nazwali ją… Pelargonia. Dziewczynka ma im to za złe, bo imię to wyśmiewają wszyscy. Może dlatego ucieka w świat marzeń i wyobraźni. Pomagają jej w tym książki, które uważa za najlepszych przyjaciół. Dużo czasu spędza w bibliotece i to właśnie tam znajduje globus, który jest dość niezwykły. Otóż znajduje się na nim aż osiem kontynentów! Ten dodatkowy jest wyjątkowy i magiczny. A Pelargonia postanawia go odwiedzić. Czym ta podróż zaowocuje? Jaką rolę odegra w niej latający koń i jak niebezpieczne mogą stać się komputery? I podstawowa kwestia – czy Pelargonia polubi swoje imię? A może znajdzie przyjaciół?
Warto sprawdzić. I dać się ponieść opowieści. Jedyne co trochę ją psuje to końcówka – zbyt szybka i niespodziewana. Przydałoby się jeszcze kilka rozdziałów i nieco pełniejsze rozwinięcie akcji w magicznej krainie. Ale, mimo tego niedosytu, książka i tak wpisuje się w listę moich ulubionych pozycji, do których na pewno będę wracać. I z których sporo można się nauczyć – również w kwestii naszego miejsca na Ziemi i poszanowania dla niej i samych siebie. Bo czasem niewiele potrzeba by polubić swoje imię. I miejsce w którym istniejemy. I pamiętajcie, że 'nie ma łatwych ścieżek i dróg na skróty. Obojętnie, którą się wybierze, zawsze pojawiają się trudności i wertepy. Każda z obranych drogi jest wyzwaniem. I nie ma w tym nic złego. Najważniejsze jest to, aby dać z siebie wszystko, co najlepsze. I nie zawsze trzeba wygrywać. Gdy przegrywamy, też się uczymy. A skoro tak, to znaczy, że wygrywamy mimo porażki’*.
Ps. Chciałam jeszcze zwrócić uwagę na ilustracje – różowo-czarne, ukazane w bardzo ciekawy sposób – zaprojektowane tak, że wydaje się jakby przebijały na drugą stronę ukazując nam to, co ukryte, swoisty tył obrazka. Ukłon w stronę wszystkich, którzy zastanawiają się nad tym co jest po drugiej stronie… Ilustracji.
*Cytat pochodzi z książki. I jest moim ulubionym jej fragmentem ❤

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.