Drań – pies po wielkim sercu

1661531338235-01

’Z pierwszym psem jest jak z pierwszą miłością: nigdy się go nie zapomina’. To zdanie z pewnej książki o której dziś, w Dzień Psa, chciałabym Wam napisać. Ale zanim to nastąpi, opowiem Wam o moim przyjacielu, który już od dawna jest za Tęczowym Mostem. To Barry, owczarek niemiecki z którym się wychowywałam i który był że mną aż do czasów nastoletnich. Kiedy miałam rok i niezdarnie stawiałam pierwsze kroki – w domu moich dziadków pojawił się kilkumiesięczny szczeniak. Towarzysz pierwszych podróży i obrońca, który kochał mnie ponad wszystko. Tak jak ja kochałam jego. Pies przyjaciel, pies powiernik. Ten z którym kradliśmy jabłka z ogrodu i ten, który zrywał pyskiem kwiaty i mi je w owym pysku przynosił. Pies, który nauczył mnie miłości i szacunku – nie tylko do zwierząt.
To jego miałam przed oczami, kiedy przeczytałam cytowane wyżej zdanie. To jego mam w sercu, kiedy ktoś mówi o szczególnych zwierzakach. Takich, które uczą żyć.
Po lekturze nowości od Wydawnictwa Kropka, którą dziś mam dla Was wiem, że jamnik w niej opisywany również należał do tej grupy nauczycieli, powierników i przyjaciół. Zdecydowanie. To 'Drań. Czyli moje życie z jamnikiem’ Zofii Staneckiej z ilustracjami Marianny Sztymy. To kolejna po Lotcie powieść autorki w której głównym bohaterem jest pies. Drań, zwany też Dranisławem czy Draniuszkiem był jamnik iem z charakterem. Szczekał basem, i pozwalał się nie tylko kochać, ale też wymagał szacunku. Zupełnie jak mój Barry. Był pierwszym, wyczekanym i ukochanym psem autorki. Spędziła z nim dzieciństwo i razem, na swoim przykładzie uczyli się tego, czym jest przyjaźń.
To książka nie tylko o przyjaźni między gatunkami. To książka o życiu – tym psim i tym ludzkim. I to życiu nieco smutnym i na pewno trudnym, bo i w trudnych czasach. W Polsce, w latach 80. kiedy to milicja nie pytała, tylko wchodziła do domów, za nic mając sobie prywatność innych. Za nic mając też często ich życie. Ale były też plusy w tej całej beznadziei. I to w takim miejscu, po którym pewnie nikt by się radości nie spodziewał. A to właśnie tam, w ośrodku dla internowanych, gdzie przebywał jej ojciec, Zosia wtulona w niego usłyszała wymarzone słowa i wyczekaną decyzję: 'Dobrze, Zosieńko, niech będzie pies’. Ale Zosia wcale Drania nie wybrała. To ona została wybrana. I to przez małą, nieporadną kluseczkę, która na zawsze zmieniła życie jej i jej rodziny…
Chcecie wiedzieć co było dalej? No pewnie, że tak! Sięgnięcie zatem po tę magiczną książkę, która pokazuje jak piękna może być przyjaźń między człowiekiem i psem. I jak wyjątkowa. Bardzo polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.