Dom – przepiękna opowieść o czasie, rodzinie i wspomnieniach

1654359805319-01

Każdy dom ma jakąś historię. I każdy rodzi się, a później umiera. Tak jak ludzie. Z ludźmi związany jest los i życie każdego z nich. Czasem są w nim, tym życiu domu, bardziej obecni, a czasem mniej. Dzielą z nim smutki i radości. I niby to tylko cztery ściany – a potrafią przytulić. Otulić. Dać poczucie bezpieczeństwa. Każdy dom jest inny. Tak jak nie ma dwóch takich samych osób.
Dom o którym dziś chciałam Wam opowiedzieć jest wyjątkowy. Urzekł mnie od pierwszych stron komiksu, w którym został wyrysowany i opisany. Który to komiks dał mi możliwość poznania jego mieszkańców, polubienia ich. I zrozumienia, a raczej przypomnienia sobie jak bardzo może boleć strata.
To 'Dom’ od Kultury Gniewu. Autorem rysunków i scenariusza jest Paco Roca (tłumaczenie Tomasz Pindel) i czuć, że to dzieło (nie bójmy się tego słowa, tak właśnie jest) powstało z miłości, z tęsknoty i z niemożności przytulenia jeszcze choć raz kogoś, kogo bardzo się kochało.
Do domu, w którym dorastali, wracają scenarzysta i pisarz José, najstarszy z rodzeństwa Vicente i najmłodsza – Carla.
Wracają w rok po śmierci ojca, który ten dom stawiał, który go kochał i który był jego najlepszym gospodarzem. Wracają i zaczynają wspominać. Naprawiać nie tylko to, co z domem stało się po roku bez niczyjej opieki, ale również własne relacje.
Czy go sprzedadzą? A tym samym coś stracą? Zapomną? A może postanowią zostawić sobie ten dom, to miejsce będące niemym świadkiem wszystkiego, co działo się w ich życiu, kiedy przyjeżdżali w każdy weekend żeby odpocząć pracując przy domu. Tak, jak najbardziej lubił ich ojciec…
Po skończonej lekturze poczułam, jakbym wszystkich ich dobrze znała. Szczególnie tego, który dom opuścił na zawsze. Który odszedł za szybko i zostawił po sobie nie tylko cztery ściany, ale też prowizoryczną pergolę, która była niczym upływający czas. I dzieci – już dorosłe, te same, które postanowiły dom sprzedać. A on? Bronił się, każdym wspomnieniem, jakie zapisane było w jego murach. Tych, które zaczęły się sypać i znikać – tak jak ich twórca.
Tak jak w domu lubię wszelakie zakamarki, tak tutaj urzekają mnie detale. Jest ich bardzo dużo i budują napięcie i nastrój. Wąż ogrodowy, gałązka czy figowiec, który powoli znika, usycha i marnieje. Carla, która wciąż bawi się włosami, Vicente z ukrytymi za okularami oczami i bujającą w obłokach José – w kapeluszu, który pozwala mu pamiętać.
Ten komiks to dzieło kompletne. Skończone i dokończone. Opowiadające niby jedną historię, ale przywołujące tyle wspomnień z każdej historii z naszego życia, że to aż boli. Doskwiera. A innym razem cieszy i raduje. Dzieło w warstwie wizualnej i słownej. Choć słów jest tu niewiele. Ale są bardzo trafne i dające do myślenia.
Dzieło, które cieszę się, że mogłam poznać. Które zostanie we mnie na zawsze. I które polecam Wam z całego serca. Zapukajcie do drzwi tego domu i rozsiądźcie się wygodnie pod pergolą, gdzie smakowicie pachną krewetki…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.