Czasem chcę krzyczeć!

1664710296269-01

Dzień dobry!
Dziś dzień z cyklu tych, w których chce się krzyczeć. Krzyczeć głośno i donośnie, by całą złość z siebie wyrzucić. Niestety ja… Nie potrafię krzyczeć. A raczej nie potrafiłam, bo i nie wolno mi było nie tylko krzyczeć, ale nawet podnosić głosu. To denerwowało mojego ojca, który zamiast krzyku, w roli kary stosował często milczenie.
Dlatego ja swoim dzieciom pozwalam krzyczeć, tupać i złościć się na całego. A później przytulam. Długo i mocno. I rozmawiamy. O wszystkim tym, co do krzyku doprowadziło. Czasem też sama krzyknę. Jak już nie daję rady. I wiecie co? Pomaga.
Nam obecnie pomaga pewna książka, która z krzykiem nas zaprzyjaźnia. I sprawia, że nie jest on już potrzebny. Że znika, zanim się pojawi. Ta książka to 'Naprawdę chcę krzyczeć!’ – niedawna premiera od Wydawnictwa Dwukropek. Autorami są Simon Philip i Lucia Gaggiotti (ilustracje), a tłumaczeniem zajęła się Magdalena Jakuszew.
Bohaterką jest mała dziewczynka, która pozostaje bezimienna. Lubię zawsze takie zabiegi, bo pozwalają jeszcze bardziej utożsamić się z bohaterem.
No i ta mała dziewczynka toczy walkę, tak naprawdę sama ze sobą. I ze swoim gniewem i wściekłością. No bo są rzeczy, które ją wkurzają. Na przykład to, że nie może zjeść ciastek i lodów kiedy ma na talerzu nieskończony obiad. Albo to, że musi iść spać dokładnie w chwili najlepszej zabawy. A w szkole, kiedy jakiś dzieciak robi coś okropnego a później zrzuca winę na naszą bohaterkę, ta nie wytrzymuje. I krzyczy ile sił w płucach. I okej, emocje zelżały, na chwilę zrobiło się lepiej. Ale co dalej? Jak na dłuższą metę radzić sobie ze złością i co zrobić, żeby nie wybuchać za każdym razem? Jeśli jesteście ciekawi – zajrzyjcie do książki. Kilka sposobów na rosnącą w Was złość na pewno tu znajdziecie.
I jeszcze ta okładka, przypominająca mi jako żywo 'Krzyk’ Muncha! No uwielbiam 😁

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *