Bezradnik – to nie jest poradnik. To książka – przyjaciółka

1659984648259-01

Już chyba dojrzałam do tego, by opowiedzieć Wam o książce niezwykłej, którą można doświadczyć całą sobą, która jest kwintesencją kobiecości. Jest darem. Cudem. Przyjaciółką i powierniczką sekretów.
To książka, którą możecie same pisać. Same uzupełniać. która może stać się pamiętnikiem, ale też pamiątką – stanów emocjonalnych, myśli. Pamiątką macierzyństwa – tego niczym z bajki, ale też tego niechcianego, z pobudkami w nocy, huśtawką nastrojów i niemocą…
Ja ją traktuję jak inwestycję – we wspomnienia które przekażę kiedyś w formie pisanej swoim synom. A oni, kto wie – może dadzą je swoim partnerkom, córkom czy wnuczkom. By i one mogły doświadczyć magii Bezradnika. Bo to książka magiczna, co do tego nie mam wątpliwości.
’Bezradnik’ to nie poradnik. To zbiór doświadczeń dwóch kobiet. Ale równie dobrze mogłyby to być doświadczenia kobiet w różnym wieku, o różnym statusie społecznym, wyznaniu i poglądach. Kobiet, które być może mijamy na ulicy wcale o tym nie wiedząc. Które mogą być naszymi sąsiadkami, sprzedawczyniami w sklepie albo współpasażerkami w autobusie. Doświadczeń ubranych w słowa i przemyślenia wspomnianych już dwóch cudownych kobiet – Moniki Górskiej i Anny Fabiszewskiej-Stachuli. Kobiet, które poprzez zapisane kartki stały się moimi przyjaciółkami, nieraz bliższy mi niż te, które mam obok, na wyciągnięcie ręki. I które prowadzą świetny profil na instagramie.
W podtytule mamy tu 'Pięćdziesiąt najcenniejszych słów o rodzicielstwie’. Słowa te są ułożone alfabetycznie i myślę, że jest to bardzo dobry klucz. A o czym piszą autorki? O apetycznych zachciankach, brzuchu, ciąży, domu, emocjach, finansach… Ale też o internecie, kupce (ale i zebraniu się 'do kupy’ 😉), macierzyństwie/miłości, nocnych bojach, tacierzyństwie widzianym oczami kobiety, uldze, wolności czy w końcu o zapachu dzidziusia jako remedium na wszystko… Nie wiem, czy gdybym nie była mamą, ta książka wzruszałaby mnie tak samo. Nie wiem czy tak by do mnie trafiła. Myślę, że żeby poczuć ją tak naprawdę, całą sobą, trzeba doświadczyć przynajmniej kilku słów, umieścić je również w swoim słowniku i wracać, ilekroć się zagubimy – w sobie i między słowami.
Dodam jeszcze, że 'Bezradnika’ w takiej formie nie byłoby gdyby nie cudowne ilustracje Mai Bulwarskiej. Wszystkie one sprawiły, że mamy przed sobą alfabet nie tylko macierzyństwa, rodzicielstwa, ale też kobiecości. Bo nikt nie rozbudza kobiecości tak, jak inna kobieta. Której możemy zaufać. I jak dziecko, które kochamy.
Bardzo Wam tę książkę polecam. Szczególnie jeśli potrzebujecie przyjaciółki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.