Z rodziną najlepiej na zdjęciach - prawda to?

Dzień dobry! Niektórzy właśnie świętują, inni świętowanie mają już za sobą. Ja z czasów, kiedy byłam mała pamiętam najbardziej to, że u moich dziadków zawsze świętowała cała rodzina - ta bliższa, dalsza i ta przyszywana. Krzesła trzeba było pożyczać od sąsiadów, a jedzenie babcia zaczynała robić z tydzień wcześniej.
W naszej rodzinie - tej bliższej, dalszej i przyszywanej - były różne modele owej rodziny. Niektórzy wychowywali dzieci samodzielnie, inni - byli po rozwodzie, ale nie mieli dzieci. Dlatego naprzemiennie opiekowali się ukochanym psem. Jeszcze inni - dzieci podrzucali do dziadków praktycznie na cały tydzień, zabierając je do domu tylko na weekendy. Wszyscy dobrze się dogadywali j co najważniejsze - lubili się. A ja dziękowałam co roku, że mogę mieć leży sobie tak wiele różnych osób. I nie dziwiło mnie później to, że ta czy inna koleżanka ma w domu sytuację niestandardową.
Moi synowie różnych modeli rodzin mogą się uczyć bardziej z książek niż z życia. Dlatego cieszę się, że mogłam z nimi przeczytać najnowszą książkę Wydawnictwa All Kids Publishing zatytułowaną 'Wielorodzina'. Jej autorką jest Magda Pytlakowska-Wasielewska, a ilustracje przygotowała Agnieszka Skłodowska.
To książka, która jest świetnie napisana, zilustrowana. Wpadka drukarska, która się w  niej przydarzyła również została w ciekawy sposób rozwiązana (mamy tu naklejkę z brakującym tekstem, którą trzeba wpasować w odpowiednie miejsce. Mój starszy syn pytał czemu tak nie jest w każdej książce, przecież to takie fajne 😁). Jest napisana prostym językiem, a zawiłe konotacje rodzinne zrozumiałe tłumaczy.
Bohaterką jest Mela, której rodzina odbiega nieco od standardowego modelu. Jej rodzice się rozstali, a ona dzięki temu ma teraz dwie mamy (prawdziwą, biologiczną i przyszywaną - nową partnerkę taty) i dwóch tatusiów (podobnie jak w przypadku mamy). Ma też przyrodnie rodzeństwo, a także psa i szczura. Do tego oczywiście cztery babcie i tyluż dziadków i całe mnóstwo wujków i cioć. Jej rodzinę określa się mianem patchworkowej, bądź bonusowej - jak ją określiła pani ze szkoły Meli.
Autorka fajnie rozprawia się z różnymi stereotypami na temat rodziny - jak np., że to osoby mieszkające w jednym domu, albo noszące jedno nazwisko. Bo nie zawsze tak jest, a te warunki - jak się okazuje wcale nie muszą być spełnione, by mówić o rodzinie. Pada w tej książce piękne zdanie - jedno z najpiękniejszych jakie przyszło mi czytać: '... To chyba trochę tak jak z puzzlami. Nie każdy można połączyć z każdym, ale choć leżą w innych miejscach układanki, to razem tworzą ten sam obrazek'. I to by była prawda. Podobnie jak to, że rodzina jest wtedy, kiedy ludzie się kochają. Oczywiście nie zawsze, ale ja lubię wierzyć, że to powinna być zasada. Taka, której się nie łamie.
Bardzo Wam polecam tę książkę. Nawet jeśli żyjecie w rodzinach standardowych, niczym się nie wyróżniających. Nie wszyscy takie mają i im szybciej pokażecie to dzieciom, tym lepiej.

Polubienia

Instagram