Urodzinowa katastrofa

Starszy syn stwierdził, że chce książkę urodzinową, po czym podreptał do półki i wyciągnął z niej 'Lulu i urodzinową katastrofę' czyli jedną z części przygód mieszkańców Doliny Tumilu autorstwa Ewy Dahlig z ilustracjami jej córki, Marty Dahlig. O Dolinie już Wam tu pisałam. I bardzo się cieszę, że urodziny mogę spędzać z jej mieszkańcami. Jest tu Lulu, która podobnie jak ja ma urodziny. I która już od rana zastanawia się co za prezent dadzą jej rodzice. Może siostrę? Albo rower. Niebieski, z różowym dzwonkiem. Ale co to? W pudle nie ma ani tego, ani tego. Są tam za to klocki. Trudno...
Może chociaż przyjście gości poprawi Lulu humor? Spędza razem trochę czasu, pobawią się. Będzie fajnie. Tylko, zanim mama przygotuje przyjęcie w ogrodzie dzieci wchodzą do domu, do pokoju Lulu i biorą jej zabawki! Wszystkie! Nawet ukochanego Pana Brokuła. A Lulu? Jest coraz bardziej zła i jest jej coraz bardziej smutno. Na szczęście tata zawsze potrafi uratować sytuację...
Książka cudownie pokazuje świat przeciętnego trzy-, czterolatka. To co ważne i to, co może stać się zarzewiem ogromnego konfliktu, jeśli w porę nie nadejdą siły pokojowe (i posiłki 😉). Są tu ukazane emocje, które towarzyszą dzieciom. Jest mądry rodzic, od którego możemy się sporo nauczyć. Są dzieci z niepełnosprawnością (Miki jeżdżący na wózku inwalidzkim) i maluchy, które nawet niewiele starszych kolegów potrafią wyprowadzić z równowagi (a co dopiero nas, dorosłych 😂). Jest w końcu sama Dolina, w której aż chce się mieszkać. Aż chce się być jej częścią. Tych cukierkowych domów i tego tortu z brokułów. I ciastek, takich jak lubię najbardziej - z kawałkami czekolady. I takie urodziny to ja rozumiem. Wśród przyjaciół w miejscu w którym teraz zdecydowanie bardziej mi się podoba niż we własnym kraju.

Polubienia

Komentarze

Instagram