Telewizja, pierogi i zuchwała kradzież. A do tego mama. W occie.

Moi drodzy - kocham tę książkę! Każdy pomysł autora, każde zdanie i miejsce w którym dzieje się akcja. W końcu to mój ukochany Supraśl, do którego z tego wszystkiego aż chyba jutro podskoczymy. Mamy w końcu blisko 😉
Co to za książka - zapytacie. Otóż 'Mama w occie. Zabójcze pierogi' Marcina Przewoźniaka z ilustracjami Agaty Kopff. Ukazała się nakładem Wydawnictwa Wilga i mam nadzieję, że będzie miała kontynuację.
To połączenie programu kulinarnego od kulis z docu show wprost z policyjnych śledztw. Plejada nietuzinkowych bohaterów, niespodziewane zwroty akcji i pełen humory język. To wszystko sprawia, że czytając tę książkę dobrze będzie się bawiło i dziecko i dorosły.
Estera wychowuje się sama. Ma wprawdzie mamę i tatę. Ale on odszedł od rodziny już jakiś czas temu, a ona... Cóż robi karierę w tv. Jest cenioną prezenterką, kulinarnym guru. Znana jako Katrina Vege w swoich programach próbuje przemycić miłość do vege potraw. Przemycić jednak nie może robionych na wizji potraw, stąd jej córka Estera musi żywić się pogryzając czipsa z dropsem. I oglądając mamę w tv, tęskniąc za nią przy tym okropnie. Jednak pewnego dnia wszystko się zmienia. Estera wraca ze szkoły przygotowana na kolejny samotny wieczór, kiedy orientuje się, że mama jest w domu! Co więcej, ma dla niej świetną wiadomość. Jej program został przeniesiony, spadł z ramówki. I od tej pory pracować będzie w weekendy jeżdżąc po Polsce i gotując z lokalsami. I próbując ich przestawić na kuchnię roślinną. Estera wpada na pomysł jak być bliżej mamy i przy okazji najeść się do syta. Postanawia ruszyć w trasę z ekipą tv. Wsiadając do busa z mamą, jej szefową Sznurówką, operatorem Mychą i dźwiękowcem Gackiem (którego kocham całym sercem) nie wie jeszcze, że po drodze czeka ich mnóstwo przygód. Pierwsza jest dość niespodziewana i mało przyjemna. W przepięknym Supraślu, gdzie życie mija bardzo powoli, wizyta ekipy tv wzbudza niemałe zamieszanie. Nic dziwnego. Już podczas pierwszego nagrania kartacz Katriny prawie pozbawia życia pana Władka, jednego z lokalsów. Okazuje się, że ukryty w nim był... Pierścień skradziony ze skarbca supraskiego klasztoru. I to dopiero początek problemów z jakimi przyjdzie zmierzyć się ekipie z Esti na czele...
Książka oprócz wartkiej akcji i cudnego języka ma też świetne ilustracje. Bohaterowie są nieco karykaturalni, ale przy tym niezwykle sympatyczni. Nie da się ich nie polubić.
Powtórzę się, że kocham tę książkę. Dacie jej szansę?
Wierzę, że się w niej zakochacie!

Polubienia

Komentarze

Instagram