Tata Oli i święta

Spotkałam kilka bardzo podobnych, negatywnych opinii na temat książki, którą mam dziś dla Was. To 'Gwiazdka z tatą Oli' od Wydawnictwa Dwukropek. Autorami jest niezawodny duet pisząco-ilustrujący: Thomas Brunstrøm i Thorbjørn Christoffersen.
Zdziwiłam się, bo to seria, którą uwielbiamy i bardzo byłam ciekawa części świątecznej. A jednak. Padały stwierdzenia, że tata Oli nieodpowiednio się nosi, że są tu pierdy, nietypowe sposoby gaszenia choinki czy brudne dziecko (halo! Brudne dziecko=szczęśliwe dziecko). Nie podoba im się brak świątecznej atmosfery i specyficzne poczucie humoru. Czy nas to oburza? Nie. I już wyjaśniam dlaczego.
Książka swoim charakterem przypomina mi nieco film, który zawsze oglądam przed świętami za dzieciaka - 'W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju'. Tam też wszystko szło nie tak, a niektóre żarty były nieco... Żenujące.
Ja w książce o tacie Oli żenady nie widzę. Widzę puszczanie oka do rodziców, przytulenie do serca wszystkich tych, którzy być może nie do końca zachwycają się świątecznymi bałwankami i żyją przez kilka tygodni pieczeniem pierników. Bo - uwaga, uwaga, nie wszyscy muszą to robić. Jest bardzo dużo pięknie ilustrowanych książek o świętach, w których wszystko jest pluszowe i milusie. Tutaj tak nie ma. I chwała za to!
Ta książka to takie trochę krzywe zwierciadło. Ale też pokazanie, że nie musimy być rodziną z katalogu Ikea. A w każdym razie nie wszyscy. Nie wszyscy ubierają choinkę według trendów. Nie wszyscy kupują sobie prezenty na które ich nie stać, albo takie, które świetnie będą wyglądały jedynie na zdjęciu na Instagramie. Okej, Edek postanawia dać tacie w prezencie... Bąka. Pięknie zapakowanego - ale wciąż bąka. No i co z tego? Mojego czterolatka to śmieszy. Przyznam, że mnie też. I nie, nie mam rubasznego poczucia humoru, nie bawi mnie pierdzenie przy jedzeniu. Ale też rozumiem Edka, który jest mały i śmieszą go takie rzeczy. Bąk, czy nie - ważne, że to prezent niepowtarzalny i z serca. A to, że Edek jest brudny? Czyje dziecko chociaż raz nie było, niech pierwszy podniesie rękę. Dzieci uwielbiają się brudzić, a my powinniśmy im na to pozwolić. Bo to ich święte prawo. A, że nie wpiszą się w pluszowość świąt? Cóż. Przynajmniej będą szczęśliwe.
Mnie ta książka nie oburza, tak jak już napisałam we wstępie. A wiecie dlaczego? Bo jest prawdziwsza niż niejedna, przesłodzona świąteczna opowieść. Bo dla Oli i jej rodziny największą wartością nie jest piękna choinka czy superwypasione prezenty - a to, że mogą być razem. Mogą się do siebie przytulić i cieszyć się atmosferą, której nie zdołał zepsuć nawet Edkowy bąk, pospiesznie rozpakowany przez tatę.
A, że tata Oli jest dziecinny? A niech sobie będzie. Ja mu szczerze tego zazdroszczę. I cieszę się, że pokazuje nam, że nawet (a może przede wszystkim!) w święta warto być sobą.

Polubienia

Komentarze

Instagram