Świnka Peppa w czasach gdy była jeszcze małym prosiaczkiem

Dziś recenzja totalnie odmóżdżającej książki :) to 'O małej Peppie' z serii "Peppa Pig. Opowieści na dobranoc". Muszę Wam powiedzieć, że to chyba najlepsza książka o tejże śwince jaką miałam w rękach. Lepsza od serialu, momentami śmieszna, momentami wzruszająca. I bardzo przyjemna - co jest dla mnie sporym zaskoczeniem, bo za różową świnką nie przepadam ;) Historia jest bardzo fajna, może być podstawą do rozmów i wspomnień. Wspólne czytanie - dobrze poprowadzone - może stać się początkiem dyskusji o tym, jak to niegdyś było. Do sięgnięcia po stare albumy ze zdjęciami, może stare gazety z dnia w którym urodziło się dziecko (tak, zbieramy takie szpargały ;)) - ogólnie po pamiątki.
Do Peppy przychodzi przyjaciółka - Suzy owca. Ma ze sobą stare zdjęcie, na którym jest rozkosznym niemowlakiem. Mówi Peppie, że ona też taka była. A ta... Nie chce uwierzyć. Idą więc do mamy świnki, po jakimś czasie dołącza tatuś. I wszyscy razem zaczynają wspominać. I robią to nad wyraz dowcipnie. A do tego tak fajnie, ciepło, ciekawie. Sama się wciągnęłam i śmiałam w głos. Jeśli chcecie rozpocząć przygodę z Peppą to będzie idealna książka na początek. Odnośnie ilustracji nie będę się wypowiadać, bo to nie moja estetyka. Ale bardziej mi się podobają niż te, które znajdziemy np. w Misiu Koraliku czy Fenku ;) chociaż są toporne, a momentami nawet ciut przerażające ;) Dobrego dnia!

Polubienia

Komentarze

Instagram