Przepiękna opowieść o przyjaźni, samotności i szukaniu sensu

Przyjaźń. Jak bardzo jest ważna wie ten, kto chociaż raz... Kochał. Tak, nie ma tu błędu. Miłość opiera się na przyjaźni. Przynajmniej w moim odczuciu. Nawet ta rodzicielską, chociaż ona jest specyficzna, inna i jedyna w swoim rodzaju.
Ale, wracając do przyjaźni. To ona jest podstawą. Podwaliną. To ona przegania smutki, samotność spycha gdzieś daleko, daleko. To na niej wszystko się opiera.
I to ona jest osią napędową książki, którą dziś chcę Wam pokazać.
To nowość od Wydawnictwa Zakamarki - 'Opowiastka o staruszku i psie' autorstwa Barbro Lindgren i Evy Eriksson w przekładzie Katarzyny Skalskiej.
Jak sam tytuł zdradza - bohaterów mamy tu dwóch - staruszka i psa. Ale jest ktoś jeszcze. Dziecko. Dziecko, które wszystko zmienia...
Staruszek jest niepozorny. Ludzie źle go traktują, nikt nie chce się choćby zatrzymać żeby z nim porozmawiać, wymienić 'dzień dobry'. Nikomu nie podoba się jego kapelusz. Wszyscy z niego drwią. A najsmutniejsze jest to, że staruszek w sumie nic z tym zrobić nie może. Jedynie... Popłakać samotnie w łóżku. Pewnego dnia stwierdził, że dosyć tego. Napisał na kartkach, że szuka przyjaciela i porozwieszał je po drzewach. I czekał. Ale po 10 dniach i tyluż nocach nadal nikogo nie było. Nikt do niego nie przyszedł, nikt go nie odwiedził. Jednak 10 nocy, kiedy drzemał zmęczony, nagle pojawiło się coś w jego dłoni. To był pysk z chłodnym nosem. Pies. Pies, który z impetem wszedł w życie staruszka i którego proces oswajania właśnie ruszył. A w zasadzie oswajania wzajemnego. Bo staruszek oswajał psa, a pies staruszka. I wszystko było piękne do czasu, aż pojawiła się dziewczynka... I przyszła refleksja, czy przyjacielem da się dzielić? Czy to w ogóle możliwe?
Książka jest nieco nostalgiczna. Momentami smutna, a kiedy indziej bardzo radosna. Postać staruszka jest tak skonstruowana, że  nie tylko mu współczujemy, ale też tak, że od razu go lubimy. Dla dzieci staje się tak potrzebnym dziadkiem, kimś doświadczonym, a zarazem bliskim. Dla nas, dorosłych jest swoistą projekcją. Smutną, pokazującą to, czego chyba większość z nas się boi - samotność. Samotność, która kiedy tylko przejmie stery w naszym życiu - trudno się jej pozbyć. Bo bardzo się tego chce, a równocześnie bardzo się tego boi...
Tekstowi towarzyszą piękne, minimalistyczne, bardzo ciepłe ilustracje. Niektóre są całostronnicowe - co jeszcze podbija klimat opowieści.
Ta książka to perełka. Z kategorii takich, które można dać dziecku i która zostanie z nim na zawsze. bo i na różnym etapie życia, różne rzeczy z niej wyciągniemy. I zawsze, bez względu na wiek, ogrzeje serce. I te duże i te malutkie. Polecamy bardzo!

Polubienia

Komentarze

Instagram