Powieść, ktora Was wciągnie

Dziś bez zbytnich wstępów będzie o książce, która wywraca do góry nogami to wszystko, do czego jesteśmy w książkach (szczególnie tych dziecięco-młodzieżowych) przyzwyczajeni. Mówię o 'Zimnych wodach Wenisany' autorstwa Linor Goralik.
Ta książka jest jak czarna dziura. Pochłania, bez pytania o zgodę. Znienacka. Nie prosi o uwagę, żąda jej. I to stuprocentowej. Wchodzimy do prezentowanego tu świata bez ostrzeżenia. A kiedy jesteśmy w środku, początkowo nie możemy się odnaleźć. jakbyśmy weszli do ciemnej kinowej sali na długo po rozpoczęciu seansu.
I mimo, że początkowo to może trochę przeszkadzać, wręcz doskwierać, to szybko okazuje się, że świat to na tyle fascynujący, że zapomina się o wszystkim wokół.
Tytułowa Wenisana to alternatywny świat. Taki, z którym jeszcze nigdy się nie spotkaliście. Jest złożony z dwóch miast - Weniskajlu i Weniswajtu. Pierwszy jest na górze, a drugi na dole, pod wodą. Są niczym lustrzane odbicie, ale do tego drugiego nikt by nie chciał trafić. W przeciwieństwie do pierwszego, który zamieszkują ludzie - w drugim ich nie znajdziemy. Pod wodą mieszkają ci, którzy się utopili oraz gabo - istoty ptakopodobne, o których mówi się na górze, że są śmiertelnie niebezpieczne. Stąd w Weniskajlu dzieci do 12 roku życia muszą chodzić po mieście tylko w szyku. I tylko pod opieką dorosłych. Ale czy dorośli naprawdę mają rację? Czy nakreślają dzieciom faktyczny świat? Czy bazują na wyobrażeniach? I czy wypadek Agaty, dwunastoletniej dziewczynki, która wpada do wód Weniswajtu, ma szansę wszystko zmienić i sprawić by ludzie otworzyli oczy? Tego Wam nie zdradzę, i tak już za dużo napisałam 😁
Zdradzić za to mogę, że ciężko Wam będzie wyjść z tego świata i wrócić do rzeczywistości. Czytając tę książkę czułam się jak w środku obrazu, czekając z zaciekawieniem, ale też trochę przestrachem, co będzie za chwilę. Jak malarz ułoży pędzel, jakiego koloru użyje. Książka ogromnie pobudza wyobraźnię, tym bardziej, że nie ma w niej ilustracji. Więc wszystko zależy od naszych obrazów w głowie. Jedyna (przepiękna zresztą) ilustracja, to ta zdobiąca okładkę - autorstwa Rocha Urbaniaka. Przyglądam się jej często, gładzę i przytulam. Daje ukojenie, spokój i obiecuje tajemnicę. Zaklętą w okładkach książki.
Polecam bardzo. Szczególnie rodzicom i starszym dzieciom - nastolatkom. Nasz egzemplarz będzie czekał na półce i na pewno sięgniemy (ja sięgnę) po niego jeszcze wielokrotnie. I mam nadzieję, że kiedyś dołączą do niego kolejne tomy. Bo to książka która pozostawia pustkę, głód. Którą chce się smakować w różnych odsłonach.

Polubienia

Komentarze

Instagram