Piękna książka o sile inności

Zawsze czułam, że jestem inna. Nie goniłam  za popularnością, miałam jedną czy dwie przyjaciółki i to mi wystarczyło. Reszta dzieciaków nie chciała mnie za bardzo poznawać, bo moja mama pracowała w szkole, w której się uczyłam - w bibliotece. Nauczycielskie dziecko to nie jest tytuł o jakim marzy kilku - czy kilkunastolatek. Potem, już w liceum, też byłam inna. Nie imprezowałam, nie przystawałam  z popularnymi dzieciakami. I to już był mój wybór. Wolałam być z boku i obserwować. A to co obserwowałam, niestety nie było fajne. Z tej się śmieli, bo czasem nieładnie pachniała. Z tamtego - bo nosił okulary. Kolejny był gruby, chory, bo miał niedosłuch, czy po prostu dziwny - a wierzcie mi, jedynym dziwnym elementem w tym wszystkim była skala dziwności popularnych osób. Już wtedy moja mama chorowała. Nie zapraszałam dlatego do domu, nie chciałam by poczuła się tak, jak 'niepasujące' dzieci z mojej szkoły. Wiedziałam, że to by było dla niej za dużo. To ja byłam w domu tą silną...
Odkąd na świecie pojawiły się moje dzieci uczę je szacunku. Tego, że są wyjątkowe też. Ale również tego, że wyjątkowy jest każdy z nas. I każdy z nas na swój sposób. Wyjątkowa jest ich koleżanka z przedszkola, która nosi okulary. Wyjątkowa jest ich babcia, która nadal choruje i nigdy z nimi nie zatańczy i nie poskacze - chyba, że na wózku. Wyjątkowa jestem ja, z moimi kompleksami i syn mojej koleżanki - mający swój własny świat, z którego rzadko kiedy chce wyjść choćby na chwilę.
Nie tylko ich tego uczę i im o tym mówię. Czytam im też książki, które inności dotykają. Tej fizycznej, psychicznej, emocjonalnej. Takiej, z którą na pewno spotkają się na którymś etapie swojego życia. I na które to spotkanie, dzięki książkom jak ta, którą chcę Wam dziś pokazać, będą gotowe.
To 'Nikt nie widzi słoni' Katarzyny Wierzbickiej, z pięknymi ilustracjami Agi Gaj. Ukazała się nakładem Wydawnictwa Pactwa. I jest to absolutnie piękna rzecz. Opowiada o słoniu którego nikt nie widział i słonicy - którą widzieli wszyscy. I wszyscy ją oceniali. Opowiada też o ich córce, która została zobaczona. A przy tym zaakceptowana i pokochana. Spełniło się jej marzenie - marzenie każdego z nas. By ktoś nas zobaczył - i pokochał. Tak naprawdę...
To książka, którą można przytulić. Której można się wypłakać. Ona wysłucha i przytuli. Robiłam z jej pomocą pewien eksperyment. Kiedy było mi źle (a w ostatnich dniach niestety było to zbyt częste) otwierałam ją na losowo wybranej stronie i czytałam. A później spoglądałam na ilustrację. I możecie mi wierzyć, bądź nie - znajdowałam ukojenie. Spokój, przytulenie i wyjątkowość. Unikalność tego, jak autorka operuje słowem, a ilustratorka obrazem. Z kolei ogrom pracy włożonej w wydanie tej historii daje nadzieję. Nadzieję i obietnicę książek wyjątkowych. Takich, których nie mogłoby wydać żadnego inne wydawnictwo. Bo wtedy byłyby mniej dopieszczone, mniej prawdziwe. Bo nie wiem czy ktoś inny zobaczyłby słonie tak wyraźnie. I czy pozwoliłby zobaczyć je nam...
To książka obietnica lepszego świata. Świata w którym każdy dostrzega słonie. I zachwyca się ich pięknem. Bo każdy słoń, każdy człowiek, każdy z nas jest piękny. Na swój własny sposób.

Polubienia

Instagram