O rozwodzie i nie tylko

Na początku tej książki dzieci bawią się w rozwód. I może się to wydać nie na miejscu czy nie do końca prawdziwe. Bo w dom ok, ale w rozwód? I to sześciolatki!
Powiem Wam jednak, że jest to możliwe. Ba! Prawdopodobne i czasem sprawia, że w końcu długo skrywane emocje mają możliwość ujścia z małego człowieka.
Trochę wiem co mówię, bo kiedy miałam pięć lat po raz pierwszy usłyszałam, że jak będę się dalej tak zachowywać to tatuś rozwiedzie się z mamusią. I nas zostawi. I sobie nie poradzimy.
Pamiętam dokładnie żar spływający z nieba, beztroski wakacyjny czas i wielki orzech, który dawał cień. Orzecha już nie ma. Rodzice trwają. Czy słusznie? Nie wiem. Wiem, że temat rozwodu pojawiał się wiele razy. Zbyt wiele jak dla małej, pięcio- dziesięcio- czy piętnastoletniej dziewczynki.
Dlatego lektura najnowszej książki Doroty Demendeckiej była dla mnie jak grzebanie w otwartej ranie. Jak posypywanie jej solą. Ale 'Rodzice Niny się rozwodzą' to był też balsam. Pokazanie tego, że nawet z rozwodem w tle da się żyć. Da się trwać i istnieć. Może nawet lepiej niż gdyby ten rozwód miał się nigdy nie pojawić. Bo czasem lepiej odejść.
I tak robi ojciec Niny. Odchodzi. Nie tylko do innego domu, ale też do innego kraju. Pracuje w Anglii, przyjeżdża tylko na święta, czasem na urodziny córki. I na rozprawę rozwodową. Z Niną najczęściej rozmawia przez internet, robiąc dobrą minę do złej gry. Ale kiedy już jest, kiedy dziewczynka może go przytulić, staje się dla niej całym światem. Dziewczynka ma z nim tajemnice - jak budowa domku na drzewie czy jeżdżenie na gokartach. Niestety, potem wyjeżdża. Znika. Nie ma go na wyciągnięcie ręki. I dziewczynka to czuje, ale tłumi uczucia w sobie. Aż do czasu, kiedy wali się nie tylko jej rodzinny dom, ale też domek na drzewie. Ten pierwszy w sensie metaforycznym, a drugi - dosłownym. Ktoś go niszczy i wtedy Nina wybucha. Wyrzuca z siebie wszystko to, co siedziało bardzo głęboko. Wszystkie te chwile, w których słyszała kłótnie rodziców. I te, kiedy tata nazywał mamę głupią...
Jednak rozwód nie zajmuje całej głowy Niny. W jej życiu budzi się wiosna, a później mnogością wrażeń wybucha lato. Dziewczynka nawiązuje nowe przyjaźnie i pielęgnuje stare. Już za chwilę zamieni zerówkę na szkołę, a w jej życiu pojawia się pies. Ten o którym żarze marzyła i na którego nie zgadzali się rodzice. Pojawiają się też myśli, jakich nie powinna mieć siedmioletnia dziewczynka. Bo żadne dziecko nie powinno patrzeć na rozwód rodziców. Ale takie jest życie. To się zdarza. I czasem, tak jak już wspomniałam, jest najlepszą drogą.
Ta książka może pokazać jak sprawić, by droga była jak najmniej kręta. I by zawsze prowadziła do domu, w którym ktoś na nas czeka. Nawet jeśli ten dom trzeba będzie odbudować...

Polubienia

Komentarze

Instagram