O anarchii i byciu sobą

Czasem wydaje mi się, że dzień dziecka to jedyny dzień w roku, kiedy pozwalamy naszym pociechom być tak naprawdę, od początku do końca sobą. Marudzenie czterolatka jakoś łatwiej nam znieść, podobnie jak po raz tysięczny tego dnia wypowiedziane: 'mama, a dlaczego...? '. Jesteśmy bardziej tolerancyjni na ubłocone buty, spodnie wymazane trawą i piach we włosach. Nie pokrzykujemy, że za szybko, za głośno, że uważaj i nie szalej. Bez wyrzutów sumienia pozwalamy zjeść cukierka przed obiadem i lody tuż po. Puszczamy o jedną bajkę więcej i pozwalamy dłużej i bardziej intensywnie pluskać się w wodzie. I spać później kładziemy. Mimo, że nam samym spać się chce po intensywności dnia. Nagina my nasze zasady i w sumie to nam z tym dobrze. Bo i sami tak naprawdę tych zasad nie lubimy.
A może by tak te zasady poluzować nie tylko na dzień dziecka? I przede wszystkim dać dziecku pole do wprowadzenia w życie lekkiej dawki anarchii?
Pomóc w tym może książka, bardzo wyjątkowa, którą mam dziś dla Was. Kiedy się ukazała wywołała niemałe poruszenie i została określona mianem kontrowersyjnej. Chociaż powiem Wam, że ja tu kontrowersji za bardzo nie widzę. Widzę za to dużo dziecięcej spontaniczności i naturalnego sprzeciwu w sprawie narzucania reguł - nie zawsze mądrych. Czasem jedynie wygodnych dla nas, dorosłych.
Ta książka to 'Zasady są po to żeby je łamać. Dziecięcy przewodnik po anarchii'. Autorami są John i Jana (a właściwie John Seven i Jana Christy), a przekład przygotował Krzysztof Śpiewla. Ukazała się nakładem Oficyny Wydawniczej Bractwa 'Trójka'.
Już na początku książki dowiadujemy się, że przeciwieństwem zasad jest anarchia. I, że możemy ją robić na mnóstwo sposobów. Możemy np. nie wyglądać jak każdy, tylko być sobą. Nawet jeśli to oznacza, że chodzimy po ulicy przebrani za kota! Nie musimy się bać zadawania pytań. Nawet o to dlaczego trzeba pracować, kiedy ktoś nam każe to robić. Dalej znajdziemy rady by przytulić najbrzydszego potwora jakiego znajdziemy, ubrudzić się w ogrodzie czy dawać rzeczy za darmo. Zjeść tort na obiad? Pewnie, czemu nie! Usłyszymy też, że możemy mówić co myślimy, a czasem sobie potupać - jeśli przyjdzie nam na to ochota. Możemy też nie robić zupełnie nic. Bo w sumie kto nam zabroni?
Książka pokazuje jak cudownie jest żyć zgodnie ze swoimi zasadami. Ale nie tylko. Uczy tego, że warto być sobą. Że trzeba być dobrym dla innych, ale też dla siebie. Uczy otwartości. Uczy szczęścia. Tak. Dla mnie właśnie o tym jest ta książka. I jeśli kontrowersyjnym jest bycie sobą, szczęśliwym sobą, to ja w to idę. Nie tylko w dzień dziecka!

Polubienia

Komentarze

Instagram