Malunki i bazgroły. Książka, która być może obudzi w Was artystów

Gdybym spotkała kiedyś Hervé Tulleta, to po pierwszym, półgodzinnym onieśmieleniu, dalej bym się na niego gapiła i próbowała zrozumieć. Zrozumieć to, skąd w jego głowie tyle wspaniałych pomysłów, z których dosłownie każdy zachwyca. I to nie tylko dzieci, ale też dorosłych. Przynajmniej tych, których znam ;)
Nie inaczej jest przy okazji książki, którą mam dziś dla Was. Chociaż książka to chyba nie do końca dobre określenie, bo to coś więcej. To 'wzbudzacz wyobraźni' - jak określił mój starszy syn.
Mówię o pozycji 'Bitwa kolorów + Bazgrolnik' od Wydawnictwa Babaryba. Zaczyna się niezwykle i niecodziennie, bo od kolorowej bitwy. To nie tylko nauka rozróżniania kolorów, ale też świetny trening motoryki. Trzeba bazgrolić, rysować szlaczki, prowadzić różnymi zakrętami linię, kolorować koła i kwadraty, pozbywać się chwastów malując je na zielono,  rozgrywać rundę w Pacmana, czy uszczęśliwiać różne buźki.
W części typowo bazgrolniczej musimy np. spełniać zachcianki bazgrołków, które chcą mieć brata bliźniaka, zostać siłaczem, czy 'zgrubieć'. Można też - i teraz musicie usiąść i mocno się trzymać - dorysować bazgrołki Mona Lisie! Są tu też dinozaury i wulkany potrzebujące naszej interwencji, wielki korek i miejsce na radosną twórczość czytelników. Oprawioną w niezłą ramę.
Ta książka potrafi zająć na długie godziny. Jeśli macie dwójkę dzieci - nie ma rady. Musicie mieć dwie książki. Albo najlepiej cztery, bo czasem na jeden obrazek jest więcej niż jeden pomysł. My radzimy sobie tak, że kserowaliśmy pewne strony i dzięki temu mogliśmy niektóre zadania wykonywać po kilka razy.
Bardzo polecamy na leniwe poranki i długie wieczory. Będziecie zadowoleni.

Polubienia

Komentarze

Instagram