Książka niczym dzieło sztuki

Wkurzają, ale i zachwycają mnie książki, które nie mają zakończenia. Albo inaczej - mają zakończenie otwarte. Takie, które miesza w głowie i w sercu. Które redefiniuje wszystko to, co do tej pory mieliśmy za pewnik. Które zmusza do myślenia o przeszłości, przyszłości i teraźniejszości.
Taka jest właśnie 'M jak morze' Joanny Concejo od Wydawnictwa Format. To książka nieprzewidywalna jak przypływ. Gwałtowna i łagodna zarazem. Z głębin świadomości wyjmuje pojedyncze wspomnienia, pielęgnuje je i pozwala nam się do nich uśmiechnąć. To macierzyństwo, tacierzyństwo i życie zamknięte w serii obrazów, które niczym zdjęcia powkładane między strony albumu dają nam chwilę odpoczynku, oderwania od życia i zatopienia we wspomnieniach, niczym w morskich falach.
Czytając tę książkę można poczuć się jakby się czytało czyjś pamiętnik. Albo przeglądało album, a raczej może skrzynkę ze zdjęciami. Taką w której można zamknąć cały świat.
M. jest chłopcem, którego spotykamy na plaży. Ma niebieskie oczy - jak morze, niebo i szkiełko w pudełku po landrynkach, w którym trzyma wszystkie swoje skarby. Wiele więcej o nim wiemy. Reszty możemy się jedynie domyślać. Kim jest? Co robi na brzegu i dlaczego się tam znalazł? Może kogoś stracił? Może coś się w jego życiu wydarzyło? Może kocha, boi się, nienawidzi albo próbuje dojść prawdy - tej najbardziej nieprzewidywalnej ze wszystkich prawd - prawdy o życiu.
Jesteśmy nie tylko obok niego. Jesteśmy też w jego głowie. Czujemy i słyszymy jego myśli. Czujemy jego chęć by stać się morzem...
Ta książka to poezja. To oddech po ciężkim dniu. To łyk wspomnień, cień trudnych wydarzeń i nadzieja na lepsze jutro. To przepiękne obrazy, które koją dusze i pozwalają usłyszeć szum fal rozwijających się gdzieś tam, o drugi brzeg.
Polecam. Bardzo.

Polubienia

Komentarze

Instagram