Kotopies - co to takiego

Dziś mam dla Was książkę o przyjaźni. Którą można przepłakać od początku do końca ;) piękna jest!
To 'Mój kochany Kotopies' Beaty Ostrowickiej z ilustracjami Elżbiety Grozdew. Ukazała się nakładem Wydawnictwa Literatura. Kim jest rzeczony Kotopies? No właśnie nie wiadomo, bo ani to kot, ani pies. Wszyscy, łącznie z jego twórczynią, uważają, że jest brzydki. Że się nie udał. Dlatego pani Jola tuż po tym jak go uszyła, wrzuciła do wiklinowego kosza ze skrawkami i wyniosła na strych. I tam gałgankowy zwierzak sobie mieszkał, zapomniany przez wszystkich. Aż pewnego dnia znalazła go Ola - wnuczka pani Joli. I pokochała. Od pierwszego wejrzenia. Dziewczynka zabrała go ze sobą do domu, dała honorowe miejsce na biurku (w ciągu dnia) i na poduszce (nocami). Dzieliła się z nim sekretami, nosiła wszędzie ze sobą. Nie przejmowała się jego wyglądem, bo był jej przyjacielem. I kochała go takim, jaki jest. Niestety, pojawiły się koleżanki dziewczynki. I nie zrozumiały ani wyglądu Kotopsa, ani jego uroku. Dla nich liczył się piękny look zabawki i jej cena. Smutne prawda? Ale niestety bardzo prawdziwe. Jak dalej potoczyła się historia Kotopsa? Czy Ola uległa presji otoczenia i - zgodnie z namowami - wyrzuciła przyjaciela na śmietnik? Czy może postawiła się w obronie najważniejszego - prawdziwej przyjaźni? Koniecznie zajrzyjcie do książki żeby się przekonać. I nie zaczynajcie czytania bez paczki chusteczek, bo to typowy wyciskacz łez. I przywraca wiarę w ludzi (tak, wiem, tym zdaniem zdradzam zakończenie 😂). Ta książka to nie tylko opowieść o gałgankowym stworku. To też przestroga, i na pewno świetny początek do rozmów o tym co się w życiu liczy. I o inności. O przyjaźni. I o asertywności. No trzeba ją mieć i już! Bardzo polecamy. Tym bardziej, że ilustracje są obłędne! Trochę w starym stylu, bajecznie kolorowe, ale nie przesadzone. No i Kotopies jest na nich śliczny! Sama chciałabym mieć takiego gałganka.

Polubienia

Komentarze

Instagram