Kolorowy potwór idzie do przedszkola

Czy jest tu ktoś, kto nie lubi Kolorowego Potwora? No jakoś nie widzę. My też go uwielbiamy. Dlatego z niecierpliwością czekałam na najnowszą część, w której Potwór idzie do przedszkola. I niestety... Nieco się rozczarowałam.
Ale, od początku. Książka 'Kolorowy Potwór idzie do przedszkola' Anny Llenas ukazała się nakładem Wydawnictwa Mamania. Potwór ma przed sobą wyzwanie. Przedszkole. Ale co to w ogóle za miejsce? Może będą mu tam potrzebne jakieś niecodzienne rzeczy? Kask, specjalne buty, albo latarka? Chyba nie - wystarczy fartuszek i notes i już nasz bohater może przekroczyć przedszkolny próg. Potwór nie spodziewał się, że będzie tak fajnie, że pozna tyle dzieci, pomuzykuje, a nawet  się pohuśta. To wszystko sprawia, że mu się podoba i postanawia wrócić.
No i ok, założenie fajne, treść też do przyjęcia. Tekstu, w porównaniu do części o emocjach, jest więcej, jest dowcipny. Więc co tu nie gra? Może to, że moim (i mojego starszego, prawie czteroletniego syna) zdaniem to książka bardziej dla żłobkowiczów. Jest trochę zbyt abstrakcyjna - nam bardziej przydatny rok temu okazał się Feluś i Gucio oraz Ignacy w przedszkolu Montessori. Już nawet Kicia Kocia bardziej spełniała swoją rolę niż Potwór. Dziecko dowie się z tej książki, że przedszkole jest fajne, że można tutaj się pobawić, poskakać i coś zjeść (ale bez bawienia się jedzeniem!). Ale nie ma tu tego, co najbardziej ciekawiło mojego syna przed pierwszym dniem w przedszkolu - prostego, można nawet rzec łopatologicznego opisu tego, co faktycznie dziecko czeka. Czyli opisu poszczególnych pomieszczeń, pokazania ich trochę 'od kuchni'. Zwrócenie uwagi na uczucia (mam wrażenie, że tam było tych uczuć więcej i były bardziej prawdziwe i realne niż tutaj, w książce o bohaterze bądź co bądź kojarzącym się z emocjami), opis wydarzeń z kalendarza czy pokazanie nauczycielek w ciepłym świetle...
Dlatego, mimo całej miłości, Kolorowy Potwór przedszkolak mnie zawiódł. Mam wrażenie, że to takie trochę odcinanie kuponów od popularności części pierwszej.
Jednak, żeby nie było tak całkiem na nie - na plus są ilustracje. Jak zwykle pomysłowe i ciekawe.

Polubienia

Komentarze

Instagram