Erna - pełna przygód opowieść o odwadze

Uwielbiam książki w których dużo się dzieje, zwrot akcji goni kolejny, a bohaterowie mają w sobie coś magicznego (dosłownie i w przenośni ☺). Takie, w których można się zatracić i których chciałoby się nie kończyć. Żeby jak najdłużej być w świecie, który nam proponują. Do którego zapraszają niczym do domu, podają kapcie, zalecają rozsiąść się w fotelu i rozgościć.
I taka właśnie jest 'Erna. Nieplanowana przygoda' Rafała Bulskiego od Grey Deer.
Już sam sposób wysłania książki zapowiada, że będzie się działo. Są pieczęcie, po złamaniu których już nie ma odwrotu. Jest list do czytelników, ze specjalną pieczęcią zatopioną w laku. To wszystko sprawia, że klimat zaczynamy czuć zanim jeszcze otworzymy książkę. To wszystko sprawia też, że... Nie mogę Wam za dużo o tej książce opowiedzieć, bo obowiązuje mnie tajemnica 😁 nie chciałabym się bowiem narazić członkom pewnego zakonu, którego nazwy lepiej nie wymawiać...
Zdradzę Wam jedynie, że bohaterami opowieści są bracia - Viktor, na pierwszy rzut oka poukładany dziesięciolatek i jego młodszy brat Tim - który... No cóż, na język nie choruje 😁 wychowuje ich ciotka Matylda, która przygarnęła braci po tym jak zaginęli ich rodzice. Mieszkają w Nowym Jorku i chłopcy nawet nie spodziewają się, że to się ma niedługo zmienić. I, że miejscem ich destynacji będzie Gdańsk, nie gdzie indziej jak w Polsce! To tam mieszkają dziadkowie, o których istnieniu nie mieli pojęcia. Co więcej, muszą tam wyruszyć sami, bo Matylda trafia do szpitala, a oni mogą być w niebezpieczeństwie. Zatem nie ma co oglądać się za siebie. Trzeba ruszać na lotnisko, polecieć do Londynu, a tam przesiąść się na samolot do Polski. A przy tym uważać na wszystkich których spotyka się na swojej drodze. Tym bardziej, że mogą to być członkowie wspomnianego już zakonu, których - wierzcie mi - nikt z nas nie chciałby spotkać na swojej drodze...
To książka w której przygody przeplatają się z ciekawymi rozważaniami. Gdzie odwaga gra pierwsze skrzypce. Ale liczy się coś jeszcze. Wiara w siebie, w to że znaczymy dużo więcej niż podejrzewaliśmy. Że czasem trzeba być trochę niegrzecznym, bo dobre wychowanie może i pomaga w życiu, ale nie zawsze jest w cenie. To też książka o tym, żeby zawsze mieć przepastne kieszenie w kurtce, bo oprócz sterty śmieci można tam ukryć też coś, co okaże się bardzo ważnym przesłaniem...
Chciałam tylko wyrazić sprzeciw, bo znowu jest to książka, która ma otwarte zakończenie. I mam nadzieję, że autor już pisze dalszy ciąg. Bo jeśli nie, to zakon przy mnie okaże się małym pikusiem 😁🤣
Bardzo polecam, jak moi synowie będą starsi to na pewno wrócimy do tej książki. I spędzimy z nią wiele ciekawych wieczorów.

Polubienia

Komentarze

Instagram