Basia i jej przedszkolny świat

Przyznam Wam szczerze, że z Basią się za dobrze nie znamy. Do tej pory czytaliśmy jedynie dwie części - tę w której mama wraca do pracy (a, że pracuje z domu, w dresie - całkiem jak ja - to książka zdała u nas egzamin. Ale jakiegoś wielkiego love nie było 🤷‍♀️) i tę, o pandemii, która pojawiła się niegdyś do pobrania.


Niedawno mieliśmy kolejne podejście, tym razem do Basi w wersji deluxe 😁

A to dlatego, że 'Basia. Wielka księga przedszkola' faktycznie jest wielka i bardzo, bardzo fajna. Autorką jest Zofia Stanecka, a ilustracje przygotowała Marianna Oklejak. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Harperkids.


I teraz uwaga. To świetna książka nie tylko dla dzieci, które mają przed sobą adaptację w przedszkolu. Bo o tym w książce jest jedynie niewielka wzmianka. Basia bowiem to już stara, przedszkolna wyjadaczka. Wiele sytuacji i przygód już za nią, ale jeszcze więcej na nią czeka. A wraz z nią - na czytelników. Mojemu starszakowi bardzo spodobało się to, że Basia już jakiś czas do tego przedszkola chodzi - tak jak on. I, że ma przyjaciół, a pewne sytuacje i przedszkolna rzeczywistość nie są jej obce. Kolejnym plusem jest fakt, że jesteśmy z Basią przez cały rok. Poznajemy nie tylko jej rytuały i tą - pełną spontaniczności, ale jednak - rutynę. Mamy tu całą plejadę przedszkolnych postaci. Są zgrane paczki, są nowi. Dzieci są jakby wyjęte z każdej przedszkolnej grupy. Świetnie nakreślone postaci, bardzo prawdziwe. Powstałe z obserwacji z nutką wyobraźni. Dzieci są sympatyczne, ale mają też swoje humory. Podobnie jak sama Basia. Wszystko broni się świetnie, bo jest - jak już wspominałam - niezwykle prawdziwe.


Książka podzielona jest na cztery części - od pór roku. Jest jesień, zima, wiosna i lato. W każdej z tych części mamy krótkie opowiadania na przeróżne, przedszkolne i okoloprzedszkolne tematy. Są też bardzo fajne wstawki - przepisy. Basia zdradza jak zrobić pieska z kasztanów, prezent w pudełku na mikołajki, koronkowe śnieżynki czy marzannę lub wiatraczek. Opisane są instrumenty do przedszkolnego muzykowania i lekcja rytmiki - która zawsze najbardziej zachwyca mojego starszaka. Również w jego własnym przedszkolu. A wszystko kończy się... Wspólnym zdjęciem! Które, jak to w przedszkolu bywa, walory estetyczne ma niezbyt wyszukane, ale pozostanie pamiątką na całe życie!


Z książki płynie ważne przesłanie. Że w przedszkolu najbardziej liczą się przyjaciele. To oni są najważniejsi. I to ich będzie się wspominać po latach. No dobra, jeszcze panią woźną 🤭😉


Bardzo podobają mi się ilustracje. Są sympatyczne, bardzo przemawiają do dzieci. Lubi je nie tylko mój starszy, ale również i młodszy syn.


Świetna jest też wyklejka - jej tylna część. W różnokolorowych dymkach mamy tam cytaty z dzieci, bohaterów książki. Możemy dowiedzieć się m.in., że Wojtek dłubie w nosie, przedszkole jest czasem głupie, ktoś tańczy lekko jak chmurka, a jeszcze kto inny - kiedyś poleci w kosmos! Bardzo prosty zabieg, a świetny. Daje do myślenia i pozwala na snucie różnych historii i zgadywanie który bohater książki powiedział które zdanie. Powiem Wam, że ta zabawa zajmuje nam równie dużo czasu co samo czytanie. I jest równie sympatyczna.

Bardzo polecamy!

Polubienia

Komentarze

Instagram