Babcia.

Babcia. Moja była cudowna. Robiła najlepsze na świecie racuchy z pieczarkami i cebulką. Obiecała, że da mi przepis po czym zabrała go ze sobą. A później, kiedy już jej nie było, przyśniła mi się mówiąc, że ma coś dla mnie. Przepis. Bardzo chce żeby ze mną został. Żeby żył. Ja też kiedyś przekażę go dalej. A póki co na każde święta Bożego Narodzenia robię racuchy babci Jasi. Są prawie tak dobre jak jej.
Moja babcia nauczyła mnie życia. Szacunku. Snuła opowieści, jakich nie znajdziecie w żadnych książkach. I była mistrzynią obierania ziemniaków nożykiem. Ja do tej pory potrafię to robić jedynie obieraczką. Dlaczego to piszę? Bo chcę Wam pokazać książkę do której mam wielki sentyment. Przy której płaczę i którą kocham ogromnie. Bo jest bardzo prawdziwa, choć zmyślona. To 'Dom babci' Rossa Montgomery'ego (przekład Patrycja Zarawska) z ilustracjami Davida Litchfielda wydany przez Wydawnictwo CzyTam.
Bohaterem jest chłopiec, który bardzo kocha swoją babcię. Kobieta była kiedyś znaną architektką i obiecała wnuczkowi, że kiedyś zbuduje mu dom. Na wzgórzu ponad dużym miastem, za morzem. Jednak, jak to czasem w życiu bywa, babcia nie zdążyła... Kiedy chłopiec przyszedł do niej pewnego dnia - babci już nie było. Został tylko jej dom. Chociaż bez niej to było tylko skupisko pustych pokojów. I wtedy chłopiec wziął się do roboty. Narysował plany i budował, budował, budował - pomimo wiatru, śniegu i deszczu. Wybudował w końcu... Babcię. Z włosami z dachówek i okularami z okien. A babcia się przebudziła, żeby razem z chłopcem wyruszyć w podróż na pewne szczególne wzgórze...
To książka niezwykła. Ciepła, wzruszająca, dającą nadzieję. Pomagająca oswoić się ze stratą, dająca szansę na poznanie i zrozumienie nie tylko śmierci ale również tego, że jest coś ponad nami. I uświadamiająca, że czasem złożone obietnice da się spełnić nawet wtedy, kiedy fizycznie nas już tu nie ma. Tak jak zrobiła to babcia chłopca i tak, jak zrobiła to moja...

Polubienia

Komentarze

IP: 82.99.3.229

Instagram