A przecież nie ma żadnego Gruffalo na świecie...

Witajcie. Dziś książka, którą mój starszy syn potrafi wyrecytować z pamięci i którą czytamy sobie nie tylko do snu. To 'Gruffalo' Julii Donaldson i Axela Schefflera, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Tekturka. Bohaterem książki wcale nie jest tytułowy Gruffalo. No dobra, jest, ale... Ważniejsza jest mała Mysz. Przynajmniej w moim odczuciu. Bo gdyby nie ona, nie byłoby Gruffalo. To ona powołuje go do życia, to ona ma bujną wyobraźnię, to ona w końcu straszy nim wszystkich mieszkańców lasu, którzy mają ochotę ja zjeść. Aż nagle spotyka jego - tego którego miało wcale nie być na świecie. Straszliwego Gruffalo. I jest taki jak w jej opowieści: 'Straszliwe ma kły, straszliwe szpony i pysk straszliwie uzębiony'. Do tego dodajmy jeszcze fakt, iż: 'Ma koślawe kolana bardzo ostre pazury oraz pypcia na nosie sterczącego do góry'. Co jeszcze wyróżnia tego straszliwego stwora? To już musicie sprawdzić sami. Ale nie bójcie się, bo przecież nie ma żadnego Gruffalo na świecie... Książka ma rymy które wpadają w ucho, wartką narrację i genialne ilustracje. Kreskę tę poznam wszędzie. Jest charakterystyczna, a ilustracje Axela Schefflera mają to coś. Mamy też inne książki z jego ilustracjami i chętnie po nie sięgamy. Książka nie tylko rozśmieszy czy wyciszy przed spaniem (rytm i powtarzalność naprawdę potrafią uśpić największego przeciwnika spania). Dzięki niej można też poznać zwierzęta, które mieszkają w lesie. Pozwala oswoić lęki i strachy, a nawet sprawia, że zaczynamy uważać o czym marzymy albo co opowiadamy. Bo nasze słowa mają moc. Mogą przywołać na świat nawet strasznego Gruffalo, który w rozrachunku boi się... Nie, tego Wam nie zdradzę. Sprawdźcie sami. Warto!

Polubienia

Komentarze

Instagram