A może by tak policzyć salamandry...

Witajcie! Dziś książka na którą trafiłam całkiem przypadkiem w Trzech Kropkach. I od pierwszego wejrzenia się zakochałam. A przy drugim - zaczęłam mieć z nią malutki problem. Ale, po kolei. Ta książka to 'Ze zwierzyną pod pierzyną' autorstwa Nadii Budde. Ukazała się nakładem Wydawnictwa Hokus-Pokus. To dość nietypowa, wieczorna wyliczanka. Już na początku dowiadujemy się, że liczenie baranów nie ma większego sensu i trzeba zacząć liczyć coś innego. Na przykład trzmiele, komary, mopsy, krokodyle czy salamandry. Tekst jest genialnie przełożony na polski przez Łukasza Żebrowskiego. Uroku książce dodają ręczne litery stworzone przez Martę Kapuścik. Czyta się i ogląda to wszystko bardzo przyjemnie. Ilustracje są też rewelacyjne. Brudne, koślawe, a przez to wyjątkowe i interesujące. Zupełnie nieprzystające do książki dziecięcej. I wszystko byłoby super, gdyby nie sposób przedstawienia chłopca który nie może zasnąć - czyli głównego bohatera. W swojej pasiastej piżamie, chudy, z podkrążonymi oczami i łysą głową przypomina niestety... Więźnia obozu koncentracyjnego. Nic nie poradzę na te skojarzenie. Nasuwa mi się samo. Chociaż przy każdym kolejnym czytaniu mniej mnie to razi. Mam nadzieję, że w końcu w ogóle przestanie. Bo poza tym jednym szczegółem książeczka jest po prostu obłędna. I czytana u nas już chyba trzeci raz :) dobrej nocy!

Polubienia

Komentarze

Instagram