A gdyby tak trzeba było patrzeć rękoma...

Witajcie! No kto ma dwóch chorych chłopaczków w domu? No kto? No pewnie, że ja... Ech, gdyby nie puzzle, gdyby nie książki i gdyby nie Netflix (obiad przecież jakoś trzeba zrobić, prawda?!) - byłoby ciężko.
Na szczęście sięgnęliśmy po książkę, która długo już czekała na swoją kolej do przeczytania. Za długo. To 'O Kamilu, który patrzy rękami' Tomasza Małkowskiego z ilustracjami Joanny Rusinek, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Adamada.
Po pierwsze muszę napisać, że ta książka jest cudowna! Od pierwszych zdań i pierwszego... Zadania. Zadania,  które czytelnik musi wykonać, by lepiej zrozumieć o czym jest książka. Otóż narrator wskazuje by zamknąć oczy i pójść do łazienki umyć ręce, cały czas nic nie widząc. Trudne zadanie. Nie ma co. Jednak mój starszy syn je wykonał i przez to trochę bardziej rozumiał co czuje główny bohater książki. Otóż pięcioletni Kamil, zwany przez wszystkich Milkiem - nie widzi od urodzenia. Czy to czyni go kaleką? Absolutnie nie! On po prostu ma wyłączony jeden zmysł. Za to inne, np. słuch, ma wyostrzone do granic możliwości. Dzięki temu, może robić swojej starszej o rok siostrze Zuzi, różne żarty. Razem zresztą są nie do pokonania. Jeżdżą rowerem, specjalnym - tendemem. Zjeżdżają że zjeżdżalni prosto do wody, a nawet jeżdżą na nartach. I okazuje się, że ze wsparciem bliskich, nie ma rzeczy niemożliwych. Wystarczy tylko uwierzyć w siebie. I puszczać wszystkie 'kaleki' czy 'ślepoty' mimo uszu.
Książka jest napisana w niezwykle lekki sposób, chociaż traktuje o niełatwych sprawach. Uczy tolerancji, sprawia, że zaczynamy inaczej patrzeć na świat. Głównie dlatego, że to nie my musimy patrzeć rękami...

Polubienia

Komentarze

Instagram